Ważne sprawy – serwis informacyjny OPZZ

15 lutego 2018

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że przeciętne wynagrodzenie w polskiej gospodarce w 2017 roku wyniosło 4272 zł brutto, czyli 3042 zł na rękę. W porównaniu z 2016 rokiem płace wzrosły o 5,5%. Warto jednak pamiętać, że blisko 70% polskich pracowników ma płace niższe od średniego wynagrodzenia, a wynagrodzenia znacznej części pracowników stoją w miejscu. Ponadto szybko rosną ceny. W ciągu ostatniego roku ceny żywności wzrosły aż o 5,8%, co w największym stopniu odczuły osoby o niskich dochodach, które znaczną część swojej pensji przeznaczają na produkty spożywcze.

Trwają prace Komisji kodyfikacyjnej nad nowym Kodeksem pracy. Niestety wokół prac Komisji narosło wiele nieporozumień, a część jej członków broni pomysłów niekorzystnych dla pracowników. Mówią oni między innymi o wydłużeniu tygodnia pracy do 48 godzin dla niektórych zawodów, wprowadzeniu nowych rodzajów umów nieetatowych, radykalnym podniesieniu progów reprezentatywności, możliwości długotrwałego niewypłacania wynagrodzeń za nadgodziny czy zniesieniu ewidencji czasu pracy w najmniejszych firmach. Pamiętajmy, że wszystkie te rozwiązania są póki co przedmiotem dyskusji i Komisja wciąż nie przedstawiła swoich oficjalnych rekomendacji. Do nowych rozwiązań w Kodeksie Pracy jest jeszcze długa droga, natomiast z całą pewnością OPZZ nie zgodzi się na jakiekolwiek rozwiązania niekorzystne dla świata pracy.

Rząd się chwali, że waloryzacja emerytur w tym roku będzie najwyższa od 5 lat. Tymczasem najniższa emerytura ma wzrosnąć o 30 zł, z 1000 zł do 1030 zł, renta socjalna o 25 zł, z 840 zł do 865,20 zł, najniższa renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy o 22,50 zł z 750 zł do 772,50 zł, średnia renta będzie wyższa o niecałe 50 zł.  Przy szybko rosnących cenach trudno uznać ten wzrost za zadowalający. Rząd proponuje wiele zmian w systemie emerytalnym, ale wciąż nie mają one pozytywnego wpływu na wysokość emerytur. Niestety przy zachowaniu obecnych trendów świadczenia dla seniorów w perspektywie kilkunastu lat będą coraz niższe.

W ubiegłym roku ministrowie rządu Beaty Szydło otrzymali nagrody od 65,1 tys. złotych do 82,1 tys. Łącznie na nagrody dla ministrów przeznaczono w zeszłym roku 1,5 mln złotych. Najwięcej (82,1 tys. zł) otrzymał Mariusz Błaszczak, były szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, obecnie kierujący Ministerstwem Obrony Narodowej. Były wicepremier, a obecnie szef rządu Mateusz Morawiecki, otrzymał 75,1 tys. zł. Taka sama nagroda przypadła minister edukacji Annie Zalewskiej. Wśród najhojniej nagrodzonych znaleźli się także Piotr Gliński, Witold Bańka, Anna Streżyńska, Witold Waszczykowski i Zbigniew Ziobro. Nagrody dla ministrów są wyższe niż roczne zarobki zdecydowanej większości Polaków i Polek. W przeliczeniu na miesiące, ministrowie otrzymywali od 5,4 tys. do 6,8 tys. złotych dodatku do pensji, która wynosi około 15 tys. zł. Zarazem pomimo wysokich nagród dla członków rządu, w ubiegłym roku Rada Ministrów nie znalazła środków na waloryzację płac w budżetówce. Rząd dba o siebie, ale nie troszczy się o sytuację urzędników niższego szczebla.

Oksana – zatrudniona nielegalnie Ukrainka, dostała wylewu na terenie zakładu pracy. Jej pracodawca, zamiast zabrać ją do szpitala, wywiózł ją poza zakład i położył na ławce. Na policję zadzwonił by zgłosić, że… znalazł na ulicy osobę pijaną. To jedna z wielu przerażających historii, które pokazują dramatyczny los pracowników ukraińskich w Polsce. Brak legalnej umowy pozbawia ich możliwości korzystania z państwowej opieki społecznej, ubezpieczenia w razie wypadku podczas wykonywania pracy czy możliwości dochodzenia swoich praw w sytuacji, gdy pracodawca nie zapłaci im wynagrodzenia. Bardzo częstym problemem jest niewypłacanie im ostatniej pensji przed wyjazdem i poniżające traktowanie. Wielu z nich jest też szantażowanych przez pracodawców, że nie otrzymają prawa do przedłużenia pobytu.

Zbliża się termin wejścia w życie ustawy o handlu w niedzielę, a wychodzi na jaw coraz więcej niedoróbek przeforsowanych rozwiązań. Miały być wolne niedziele dla pracowników handlu, a zanosi się na to, że ich warunki pracy mogą się nawet pogorszyć. Część właścicieli sklepów chce wprowadzić nocną zmianę i wdrożyć tryb pracy do północy w sobotę i od początku doby w poniedziałek. Inni rozważają zamianę sklepów w showroomy, w których można by było oglądać ekspozycję, a następnie zamawiać towary przez internet. Część sieci chce prowadzić sprzedaż w automatach, w których można by było nabyć talon na dany produkt, a następnie zrealizować go w miejscu nie będącym placówką handlową. Niektóre firmy, jak Poczta Polska, może skorzystać z ograniczenia handlu w niedzielę. Zakaz jej nie dotyczy, więc ma szansę zostać liczącym się dystrybutorem artykułów biurowych, prasy i wydawnictw. Ustawa, która wkrótce wchodzi w życie, wcale nie ograniczy pracy w niedzielę, a jedynie wzmocni jedne firmy kosztem innych. Zamiast ograniczania pracy w części sklepów, trzeba było posłuchać OPZZ i radykalnie podnieść wynagrodzenia za każdą pracę w niedzielę.

Wiele wskazuje na to, że spada liczba rodzących się dzieci. Dane GUS i PESEL pokazują, że w końcówce roku urodziło się mniej dzieci niż rok wcześniej, podobnie mogło być w styczniu. W grudniu było ich niemal tysiąc mniej niż 12 miesięcy wcześniej, a w styczniu niemal 7 tys. mniej. Jeśli okaże się, że to nie chwilowe zawahanie, a nowy trend, może to potwierdzać sądy części demografów, że rosnąca liczba urodzeń, jakiej byliśmy świadkami przez poprzednich kilkanaście miesięcy, to chwilowa kumulacja kilku czynników, która zachęciła Polaków do szybszego starania się o dziecko. OPZZ od wielu miesięcy wskazuje, że kluczowymi czynnikami, pozwalającymi na łączenie ról zawodowych i rodzinnych są wyższe płace i powszechnie dostępna opieka instytucjonalna nad dziećmi. Tymczasem na tych obszarach wciąż nie ma dobrej zmiany.